W ciągu ostatnich lat w miesiącach wiosenno-letnich borykamy się ze zjawiskiem opadów nawalnych, w wyniku których dochodzi do lokalnych podtopień. Problem ten jest szczególnie widoczny na silnie zurbanizowanych obszarach miejskich ze zbytnio uszczelnionymi powierzchniami. Przez nadmierną ilość betonu, woda nie może swobodnie infiltrować do gruntu, zaś kanalizacja nie radzi sobie z jej zbyt dużym napływem, co powoduje miejskie powodzie błyskawiczne. Przykłady takich sytuacji obserwowaliśmy z końcem czerwca, m.in. w Krakowie, Toruniu, Olsztynie czy Poznaniu, gdzie w ciągu 30 minut spadło aż 64 litry wody na metr kwadratowy, czyli tyle ile powinno spaść podczas całego miesiąca.

O przyczynach, a także sposobach rozwiązania problemu rozmawiamy z Joanną Sasal, Zastępca Dyrektora Departamentu Zarządzania Środowiskiem Wodnym w Wodach Polskich.

Joanna Sasal zdjęcie do gazetki Nasze Wody

Joanna Sasal, Zastępca Dyrektora Departamentu Zarządzania Środowiskiem Wodnym w Wodach Polskich

Czy nasze miasta będą coraz częściej zalewane?

Niestety tak, co w dużej mierze jest wywołane zmianami klimatycznymi. W ostatnich dekadach obserwujemy zmianę struktury opadów. Wydłużyły się okresy bezopadowe, co powoduje susze, a jednocześnie w sezonie wiosenno-letnim występują nagłe i bardzo intensywne opady, gdzie w wyniku przejścia frontów burzowych w ciągu kilku godzin może spaść taka ilość deszczu, jaka zwyczajnie pada w danym miejscu w czasie kilku tygodni. Infrastruktura wodno-kanalizacyjna w naszych miastach nie jest przystosowana do przyjmowania tak dużych ilości wody spływającej z ulic, dlatego widzimy szeroko prezentowane w mediach obrazki podtopionych miejskich arterii, czy samochodów zalanych po dach. Jeśli jako samorząd oraz mieszkańcy nie zainwestujemy w rozwiązania na rzecz retencji, czyli przechwytywania większej ilości wody zamiast odprowadzania jej prosto do mających ograniczoną wydolność studzienek kanalizacyjnych, problem ten będzie się regularnie powtarzał.

Głośną medialnie sprawą była rewitalizacja wielu miast w Polsce, gdzie zielone rynki i place zastąpiono kostką brukową. Ponadto coraz większe obszary przeznacza się pod zabudowę, co wiąże się z systematycznym zanikiem terenów zielonych – łąk, mokradeł, czy lasów. Jednak im więcej powierzchni utwardzonych, tym większy odpływ wody. Czy przez nadmierne zabetonowanie zafundowaliśmy sobie problem z wodą?

Dokładnie tak. Pamiętajmy, że jedynie tereny biologicznie czynne mają zdolność infiltracji, czyli swobodnego wsiąkania wody w glebę. Jeżeli uszczelnimy tę powierzchnię, woda pochodząca z opadów nie zniknie w magiczny sposób. Po pierwsze spłynie po utwardzonym terenie zalewając najbliższe obszary położone niżej. Po drugie, trafi do kanalizacji, która jednak przy nadmiernym spływie zostanie przeciążona, co poskutkuje wybijaniem studzienek i zalewaniem ulic. Zatem w obu wypadkach brak możliwości retencyjnych wpływa negatywnie na poziom miejskiej ochrony przed powodziami błyskawicznymi.

Czy większa ilość zieleni w metropoliach sprawi, że uda nam się załagodzić problem z podtopieniami?

Zdecydowanie tak, większa ilość terenów zielonych przełoży się na zwiększone możliwości przechwytywania wody opadowej. W miastach, na terenach zurbanizowanych trzeba inwestować w tzw. błękitno-zieloną infrastrukturę, która jest przyjazna ludziom, środowisku, bioróżnorodności, a także retencji. Należą do niej m.in. zbiorniki retencyjne, niecki, czy oczka wodne, które są zasilane przez nadmiar wód opadowych, które przechwytują. Miejską retencję, a zarazem estetykę wzbogacą systemy stawów w otoczeniu parków, które oprócz gromadzenia wody staną się atrakcyjnym miejscem rekreacji dla mieszkańców podczas upalnej pogody. Cenną wskazówką dla deweloperów budujących budynki wielkopowierzchniowe będzie tworzenie zbiorników podziemnych. Niestety często spotykamy się z praktyką, że poza betonowaniem nie dzieje się nic w kierunku działań na rzecz retencji, a to byłby krok w dobrą stronę i pogodzenie interesów obu stron, zarówno inwestorów którym zależy na maksymalnym wykorzystaniu dostępnej przestrzeni, jak i miasta i mieszkańców którzy będą skuteczniej chronieni przed podtopieniami, zaś zgromadzoną wodę będzie można wykorzystać np. w instalacjach sanitarnych w danym budynku lub do podlewania miejskiej zieleni.

Jak wygląda obecnie kwestia retencji w Polsce i co możemy zrobić żeby ją zwiększyć?

W ostatnim roku wskaźnik retencji wzrósł z 6,5% do 7%, jednak jest to nadal za mało, gdyż powinniśmy zatrzymywać co najmniej 15% średniorocznego spływu wód do Morza Bałtyckiego. Zadbać o nasze zasoby wodne możemy na różnych szczeblach – centralnym, samorządowym, a także jednostkowych. Jako Wody Polskie prowadzimy różnego typu inwestycje, które mają przełożenie na przeciwdziałanie skutkom suszy i powodzi, m.in. budujemy duże zbiorniki retencyjne, modernizujemy i odtwarzamy obiekty hydrotechniczne w celu zatrzymywania większych ilości wody, a także realizujemy szereg pomniejszych działań. Samorządy mogą inwestować we wspomnianą wcześniej błękitno-zieloną infrastrukturę i zadbać o większą ilość terenów biologicznie czynnych. Każdy z nas zaś może łapać deszczówkę. Jeśli mieszkamy w domu jednorodzinnym, najprostszym rozwiązaniem jest ustawienie beczki pod rynnę i przechwytywanie wody spływającej z dachu. Możemy także zamontować podziemny zbiornik retencyjny. Tak zgromadzoną wodę możemy wykorzystać do podlewania roślin i oszczędzać w ten sposób wodę wodociągową. Możemy również zainwestować w skrzynie chłonne, które instaluje się pod ziemią. Gdy pada, wiążą one wodę i oddają ją potem powoli do gruntu, co pozwala zachować optymalne nawodnienie terenu.

Istotnie, jest wiele metod przydomowej retencji, jednak może to być pewne obciążenie dla domowego budżetu. Czy są jakieś dofinansowania na pro-retencyjne inwestycje?

Istnieje wiele takich form wsparcia dla mieszkańców. Przykładem jest program „Moja Woda” realizowany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, w ramach którego można uzyskać dofinansowanie m.in. na utworzenie oczka wodnego. Partycypację w kosztach oferuje również wiele samorządów, a wartość dofinansowań często sięga kilku tysięcy złotych. Ponieważ coraz więcej instytucji, zarówno państwowych jak i samorządowych, angażuje się w tego typu projekty, warto poszukać informacji np. za pośrednictwem Internetu, czy nasza gmina, miasto, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, czy inny podmiot przeznacza środki na dofinansowanie przydomowej retencji. Warto szukać i warto zainwestować w systemy przechwytywania wody, dzięki czemu z jednej strony złagodzimy problem podtopień, a z drugiej strony problem deficytu wody. O problematyce suszy oraz sposobach przeciwdziałania jej skutkom piszemy na stronie: www.stopsuszy.pl

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał: Piotr Cierpucha 
Wydział Edukacji Wodnej
PGW Wody Polskie

Malicki

 Fot. Jerzy Malicki/PGW Wody Polskie